Dopadła mnie ostatnio bardzo pocieszająca wiadomość. Gdy czyta się taką treść aż serce rośnie. Wreszcie zacząłem wierzyć w ludzi, w ich niesamolubne pobudki niesienia pomocy innym, a w końcu uwierzyłem w ten kraj, że jest dla niego jakaś nadzieja, że sprawiedliwość jest sprawiedliwością, a hipokryzja jest na porządku dziennym.

Jestem pewien, że będziecie mieć podobne odczucia po przeczytaniu tego felietonu.

Za górami, za lasami żyła sobie pewna nikomu nie wadząca staruszka. A że była rozsądna odkładała na swym koncie w banku to co w banku się odkłada. Pewnego więc dnia ta dzielna emerytka chciała pobrać swą emeryturę.

 - Nie ma Pani nic na koncie

 - Powinna tam wypłynąć emerytura. Był zwrot nadpłaty podatku z urzędu skarbowego oraz oszczędności.

Lubicie zgadywać? Jak myślicie co się stało? Mąż zabrał całą sumę i wyjechał na Majorkę w towarzystwie młodych pań? Zgubiła swoją kartę do bankomatu i ktoś zrobił dobry uczynek? Komornik dokonał egzekucji na niewłaściwej osobie? Może wnuki maczały w tym palce? Albo błąd w systemie banku?
 
Gdyby ktoś z was wybrał odpowiedź pierwszą, to by nie zgadł. W dobrej wierze pewien komornik dokonał tzw. egzekucji na pieniążkach pani emerytki. Sęk w tym, że nasza bohaterka nie była nikomu nic dłużna. Jak to możliwe?

Sprawa jest prosta jak robienie dzieci. Gdy poszkodowana staruszka udała się w celu wyjaśnienia do naszego geniusza zbrodni okazało się, że ten uważa winnego całej tej nieprzyjemnej sytuacji innego światłego mężczyzny, pana mecenasa. Gdy ta starsza pani, chora na raka, nabiegała się w te i wewte, dowiedziała się, że w tym samym mieście żyje inna kobieta, która ma takie same personalia jak ona. Jak to możliwe, że w jednym mieście żyją osoby które nazywają się tak samo? Doprawdy, rzecz niesłychana!

Aby zapobiec podobnym zajściom rodzice nadają swym dzieciom po dwa imiona (czasem wystarczy wymyślić jakieś dziwne i nie spotykane, ale nie wiadomo dla czego, większość preferuje tą pierwszą opcję). I tak się składa, że te dwie nieszczęsne kobiety w istocie miały drugie imię, które były całkiem od siebie różne.

Po za tym komornik wysyłał stosowne zawiadomienia pod adres tej prawdziwej dłużniczki, a kasę zabrał tej drugiej, która mieszkała w zupełnie innym miejscu. Jak to więc możliwe, że wykształceni ludzie popełnili taki błąd?

Tłumaczyli się tym, że jeden drugiemu wysłał dokument na którym widniały dane osobowe obu pań, poszkodowanej i dłużniczki, ale nie było przy nich drugich imion. Dobrze że w ogóle były nazwiska. Mecenas podkreślił “pierwszą lepszą” i wysłał to komornikowi. A ten, jakby nigdy nic, z konta zabrał trochę ponad 28 tysięcy złotych. Konta niczego nie świadomej emerytki.

Do przestępstwa przecież nie doszło, bo wszystkie procedury zostały zachowane. Pieniędzy tak szybko nie odzyska, bo zostały one przekazane oczekującemu na dług, który z kolei przekazał je swojemu wierzycielowi.

I czego ta pani chce. Wierzyciel dostał swoje pieniądze? Nie wszystkie, ale dostał. Pieniądz jest w ruchu? Jest. Więc czego się czepia. I niech się cieszy, że mieszkania jej nie zabrali. Wymyślili by potem mniej lub bardziej pokrętne historyjki, że “numer się zgadzał tylko ulice były inne” albo coś w tym stylu.

I to jest właśnie ta wspaniała informacja z którą chciałem się z wami podzielić. Przeczytałem o tym 4 stycznia i do tej pory nie mogę wyjść z podziwu. Napawa mnie to optymizmem, podobnie jak wtedy, gdy dowiedziałem się, że piekarzowi, który rozdawał chleb bezdomnym, dowalili taki podatek od darowizny, że się chłopak nie pozbierał. Bo dzień bez zgnojenia jakiegoś poczciwego człowieka to dzień stracony. Jak to mawiają “live is brutal, full of zasadzkas and sometimes kopas w dupas”.

Prawnikiem nie jestem, ale moim zdaniem w przepisach powinno być coś o numerze PESEL by zapobiec w przyszłości takim incydentom. Każdy obywatel Polski zaraz po urodzeniu dostaje taki, niepowtarzalny numer. Równie dobrze można było sprawdzić imiona rodziców, albo mężów, lub chociaż weryfikować adres zamieszkania. Nie mówcie mi, że mecenas i komornik nie mieli dostępu do tych danych. Gdyby tak faktycznie było, to see you later alligator!
 
Mi pozostaje jednak życzyć powodzenia wszystkim Janom Nowakom...